Dzisiaj jest : 24-11-2017
Imieniny obchodzą : Dobrosław, Gerarda, Pęcisław, Gerard, Emilia, Flora, Ema, Franciszek, Protazy, Jan, Biruta
Wschód Słońca : Zachód Słońca :
Wschód Księżyca : Zachód Księżyca :
Domowa Apteczka
Apteczka samochodowa
Leki muszą mieć aktualną datę ważności, a w każdej apteczce powinny się znaleźć specyfiki używane stale przez domowników

wiecej
Tak, chcę otrzymywać informacje o nowościach w serwisie
porady-domowe.pl na swoją skrzynkę pocztową

Człowiek solidnie przywiązany do krzesła...

Pewnego pogodnego wieczoru inspektor Torwan wraz z sierżantem Benkiem siedzieli na otwartym tarasie ulicznym kawiarni. Nagle jak by z nieba, spadła między stoliki biała koperta.

Kelner podjął ją zdziwiony i przyniósł pokazać inspektorowi, którego dobrze znał. Na kopercie nie było żadnego napisu. Inspektor rozdarł kopertę. Wypadł z niej klucz do zatrzasku. Inspektor spojrzał w górę: dom był dwupiętrowy i jedno okno drugiego piętra było otwarte. Inspektor wraz z sierżantem wbiegli do bramy domu i podążyli na górę. Na podeście drugiego piętra były tylko jedne drzwi z wywieszką: "Przedsiębiorstwo Import Eksport Warmex". Klucz pasował do zatrzasku. Wszedłszy do gabinetu opatrzonego na drzwiach tabliczką "Dyrektor", zobaczyli pod otwartym oknem duże biurko, na którym znajdowało się jedynie kilka kopert, a przed biurkiem plecy człowieka, solidnie przywiąznego do krzesła: nogi miał przywiązane do nóg mebla, a tułów wraz z ramionami do oparcia. Usta miał zakneblowane i obwiązane chustką zawiązana z tyłu głowy. Na przeciw niego, pod ścianą z oknem była kasa ogniotrwała, obecnie otwarta i pusta. Gdy uwolnił dyrektora z więzów, ten powiedział: - Właśnie siedziałem przed otwartą kasą, kiedy weszło dwóch zamaskowanych mężczyzn. Sterroryzowali mnie, przywiązali do krzesła, wybrali z kasy calą gotówkę i wyszli, zatrzaskując drzwi na klatke schodową. Mogłem ruszać tylko rękami od łokcia, ale na szczęście w moim zasięgu, na biurku, leżał mój klucz od zatrzasku i koperty. Okno było otwarte tak, że mogłem kopertę wyrzucić. Inaczej do rana byłbym w tym stanie, w jakim zostawili mnie bandyci. - To byli pańscy wspólnicy - powiedział inspektor. - Albo nawet tylko jeden wspólnik. - Pan sam ukartował ten rzekomy napad, ale popełnił Pan jeden błąd. Jaki?


Odpowiedź :
Będąc zakneblowanym nie mógł zakleić koperty.

Dwa tygodnie

Dnia 14 sierpnia znaleziono w hallu willi pod miastem zwłoki Rogera Vencla.

Willa była własnością niejakiego Tollera. - Nie żyje co najmniej od dwóch tygodni - oznajmił lekarz sądowy po pierwszych oględzinach. Inspektor Makowski rozejrzał się po hallu. Było to bardzo przytulne pomieszczenie z kominkiem. Ściany udekoro-wane były starą bronią, widocznie kolekcjonowaną przez Tollera. Na stoliku stał klosz z owocami. Inspektor machinalnie wziąłdo ręki pięknego, złocistego banana i już go miał obłupić ze skórki, gdy napotkał oczyma zgorszony wzrok sierżanta Janickiego. Inspektor szybko odłożył banana na swoje miejsce i na usprawiedliwienie dodał żartem: - Jestem dziś bez śniadania.  Po czym zajął się dalszym  badaniem lokalu. Wszędzie było dużo kurzu co nasuwało myśl, że od chwili zgonu Rogera Vencla nikt do willi nie zaglądał. Hipotezę tę potwierdzał Toller, który na wezwanie policji przyjechał z miasta. - Morderca musiał wiedzieć, że w tym sezonie willa jest niezamieszkała - powiedział Toller. - Dzięki temu mógł być pewien, że zwłoki zostaną znelezione dopiero po dłuższym czasie od zabójstwa. Wszystko wskazuje na to że niczyja noga nie staneła w willi od czasu kiedy mordercazostawił tutaj swoją ofiarę. - Jestem innego zdania - odpowiedział na to inspektor.  ===> Czym się kierował inspektor ???


Odpowiedź :
W ciągu dwóch tygodni banan musiałby zgnić, więc ktoś musiał być w willi w międzyczasie.

Dzieła sztuki

Kradzież słynnego obrazu z muzeum została odkryta w sobotę rano.

Policja ustaliła, że złodziej mógł popełnić kradzież między godziną 16-tą w piątek a godziną 7-mą w sobotę. Inspektor Makowskidoszedł do przekonania że okres ten można bardziej ograniczyć. - Praktycznie można przyjąć, że złodziej działał późznym wieczoremalbo w nocy - powiedział. - Obraz w ramach był duży i z pewnością ktoś na ulicy zwrócił by uwagę na kogoś niosącego tak pokaźnyprzedmiot, tymczasem po notatce umieszczonej w gazecie nikt sie nie zgłosił. Także policjanci dzielnicowi, którzy przechodzą tąulicą raz na godzinę w ciągu całej doby nie zauważyli niczego podejrzanego, żadnego typa z podejrzanie wielkim pakunkiem, zaledwie kilka samochodów parkujących w nocy w pobliżu muzeum. - Zawsze coś - wymkneło się żartem sierżantowi Janickiemu. Inspektor dalej kontynuował - Wszystkie auta miały zatknięte za wycieraczki wezwania do zapłacenia grzywny, gdyż postój na tej ulicy wzbroniony jest po obu jej stronach. Twierdzę że kradzieży dokonano między północą a godziną 5-tą rano. - No dobrze, możliwe, ale nie widzę w czym to nam pomoże - odezwał się sierżant. - Sierżancie człowiek z dużym pakunkiem... czy niczego ci to nie nasuwa? Twarz sierżanta rozpromieniła się. - Złodziej potrzebował środkazamki| transportu! Samochodu, a może furgonetki - wykrzyknął sierżant.- Brawo ! - odrzekł inspektor. - A teraz pomyślmy że złodziej co najmniej dwie godziny stracił na otwieraniu kolejnych zamków.Wnosząc po sposobie ich wyłamywania, jest to nowicjusz w zawodzie, nie mający jeszcze doświadczenia. Istnieje taka opcja, że jednymtelefonem posuniemy śledztwo bardzo znacznie!    =======>    Gdzie inspektor chciał zatelefonować ???


Odpowiedź :
Inspektor miał zamiar zatelefonować do dzielnicowej policji drogowej i sprawdzić numery samochodów, które dostały grzywnę zaparkowanie owej nocy w pobliżu muzeum. Przypuszczalnie był między nimi samochód złodzieja.

Ekipa

Już od dłuższego czasu inspektor Makowski tropił nieuchwytną bandę przestępców zwaną "Czoperzy".

Na czterech motocyklach przenosili się z miejsca na miejsce siejąc terror, okradając sklepy, bary i stacje benzynowe.Tego dnia inspektor inspektor słuchał raportu jaki składał mu sierżant Janicki. Jest to garść różnych i nieco odartychinformacji, ale myśle ze w śledztwie pomogą - powiedział sierżant. -Dowiedziałem się jak brzmią nazwiska tych czterachbandytów. Tylon, Mannyr, Rovan i Beylov. Wszyscy czterej to bułgarzy. A teraz pare szczegółów: - 1. Jeden z nich jest mechanikiem i zajmuje się konserwacją motorów. - 2. Siostra Mannyra jest zaręczona z szefem bandy. - 3. Mannyr i kuzynszefa odsiadywali razem karę za napad. - 4. Mechanik i Tylon często wychwalali zręczność Beylova w posługiwaniu siębronią, mimo że Beylov jest krótkowidzem i nosi bardzo grube szkła. - 5. Ostatnio Beylov chciał do bandy dołączyć dwóchswoich kumpli, ale szef i mechanik sprzeciwili się temu. - 6. Mannyr często kłóci się z mechanikiem. -To wszystko co wiem.Wiem że to nie dużo.  -Nie szkodzi, być może to wystarczy - powiedział inspektor Makowski, po dojrzałym zamyśle. Tak czyinaczej moge już stwierdzić kto jest mechanikiem, a kto szefem.  ==> Jak się nazywa szef i mechanik ???


Odpowiedź :
Nie jest szefem ani mechanik, ani Mannyr (punkt 2 i 5). Tylon nie jest mechanikiem ani wytrawnym strzelcem (punkt 4). Jeśli Tylon nie jest mechanikiem, jest szefem bandy. Działając przez wykluczenie dochodzi się do wniosku, że mechanik nazywa się Rovan.

Eksplozja

-Pożegnałem Mariana parę chwil wcześniej - zeznawał świadek...

Po chwili kontynuował: Wychodząc przed dom odrzuciłem niedopałek papierosa by włożyć rękawiczki i miałem wsiąść dosamochodu, gdy nastąpiła potworna eksplozja, która zastrzęsła domem i mnie powaliła na ziemie. Po kilku minutachprzyszedłem do siebie i pośpieszyłem na pomoc przyjacielowi. Niestety jakakolwiek pomoc okazała się daremna...-Istotnie - przyznał inspektor Makowski. -Lekarz stwierdził, że pański przyjaciel zginoł na miejscu. -Instalacjagazowa w domu od dawna szwankowała - zeznawał dalej świadek. -Marian mówił mi o tym. Zamierzał wezwać mechanika,ale ciągle z tym zwlekał. To niezdecydowanie przypłacił zyciem. Gaz musiał od pewnego czasu zbierać się. Jak panwie mamy gaz bezwonny, więc można było tego nie zauważyć. Wreszcie gazu zebrało się tyle, że nawet najmniejszaiskra, choćby z wyłącznika elektrycznego, mogła spowodować wybuch. -A zatem nie czuł pan gazu podczas wizyty? -spytał inspektor. -Absolutnie nie. -Czy łączyły panów dobre stosunki? -Jak najlepsze zarówno w interesach jak iw zyciu prywatnym. -A jednak w pana zeznaniach coś się nie zgadza - rzekł inspektor. -> CO MIAŁ NA MYŚLI ???


Odpowiedź :
Świadek zeznał że wyrzucił niedopałek. Dom był już w trakcie jego wizyty pełen gazu, który wybuchł by przy zapaleniu tego papierosa.

Kradzież

Tego wieczoru inspektor Makowski uczestniczył w kameralnej imprezie w pewnej willi na przedmieściu.

Goście poprosili go by opowiedział jakieś zdarzenie ze swojej bogatej praktyki. Nie dając się długo prosić,inspektor rozpoczął: - Szedłem ulicą w towarzystwie znajomego małżeństwa. W pewnej chwili znajoma, wskazującręką w pewnym kierunku, zawołała zwracając się do męża: - Spójrz, ten człowiek jest złodziejem. Mąż spojrzałwe wskazanym kierunku i potwierdził: - Tak, to z pewnością jest złodziej.    Trzeba wiedzieć że:Człowiek o którym mowa, nie robił nic nadzwyczajnego. Był kompletnie nieznany parze małżeńskiej. Nigdy teżdotychczas nie widzieli rzeczy, którą według ich zdania ukradł.   Trzeba jeszcze wiedzieć że:1.  To co ukradł było rzeczą pospolitą: para małżeńska miała w posiadaniu rzecz podobną, ale nie identycznietaką samą.  2.  W tym momencie człowiek ten, nie próbował sprzedać tej rzeczy.  3.  Owa rzecz była okazała inie dała się schować do kieszeni, ani też złodziej nie trzymał jej w rękach. Oto cała historia - powiedziałna zakończenie inspektor. Proponuje by państwo odgadli na jakiej podstawie małżonkowie sformułowali swojepodejrzenie, które było zresztą słuszne. Oraz co zostało skradzione.....=========> No właśnie, skad to podejrzenie małżeństwa i co było łupem złodzieja ????? (Zagadka jest trudna)


Odpowiedź :
To co zwróciło uwagę żony, to był numer samochodu zobaczonego na ulicy, identyczny z numerem samochodu małżeńskiej pary. Był to więc oczywiście numer fałszywy, a samochód był skradziony przez człowieka który w nim siedział.

Lina

George Hanson zginął od pożaru, który gwałtownie wybuchł w jego gabinecie w czasie rozmowy Hansona ze swoim wspólnikiem Jimmem Dickensem.

Dickens uratował się, spuszczając się na linie z okna, natomaist Hanson, człowiek w podeszłym wieku, schorowany, niedał rady wydostać się z płonącego pomieszczenia. -Oto czemu zawdzięczam zycie - mówił Dickens do inspektora Makowskiego.Pokazał mu też linę, śnieżnej białości, splecioną z białych konopi. Inspektor rozwinął ją i stwierdził że wygląda nazupełnie nową, a tylko jeden jej koniec jest osmalony. -Hanson kupił ją niedawno dla swojego siostrzeńca, który jest skautem - mówił Dickens. - Leżała w gabinecie. Gdy wybuchł pożar, przywiązałem koniec liny do cięzkiego mebla i wyrzu-ciłem ją przez okno. Stwierdziłem że prawie sięga gruntu. Złapałem się rękami i zjechałem po linie z drugiego piętra wszybkim tempie. To był strasznie dramatyczny moment! Och straszny! Niestety, biedny Hanson nie miał tego szczęścia.Gdy sprowadziłem pomoc, nie żył juz...  Dickens myśląc iż wyjaśnij sprawa klarownie, wstał i podał inspektorowi swojąwymuskaną ręke by się pożegnać. Inspektor na gest pożegnania nie zareagował, tym samym zwracając się do Dickensa:-Nie wierze w pana wersję przebiegu tego wydarzenia - odrzekł.  ==>  Dlaczego nie uwierzył???


Odpowiedź :
Człowiek zjeżdżający po szorstkiej linie z z tak dużej wysokości, jaką jest drugie piętro, musiał by otrzeć sobie dłonie, a na linie musiały by zostać slady krwi.

Łąka przy szosie

Inspektor Makowski poprosił sierżanta Janickiego o przeczytanie zeznań, które w obecności sierżanta złożył pan Wołecki.

Sierżant zaczął: "Zatrzymałem się w restauracji przy szosie 41 żeby zjeść kolacje. Następnie wsiadłem do samochodui przejechałem jeszcze około 20 km, gdy siadła mi lewa tylna opona. Zatrzymałem się i zmieniłem koło, a gdy chciałemruszyć okazało się, że nie moge zastartować. Akumulator padł. Zdecydowałem się czekać aż nadjedzie ktoś, kto będziemógł mi pomóc. Czekałem 5 minut, gdy wtem usłyszałem strzał od strony łaki przylegającej do szosy. Ponieważ wieczórbył bezksiężycowy, nic nie mogłem zobaczyć. Korzystając z tego że wóz był zwrócony przodem do łaki, zapaliłem światłai zobaczyłem, w odległości około 20 metrów, człowieka pochylonego nad jakąs nieruchomą postacią.  Właśnie to tenpochylony człowiek trzymał w ręku broń. Przestraszyłem się, wyskoczyłem z samochodu, pobiegłem szosą w przeciwnymkierunku i zatrzymałem przejeżdżający samochód, w którym telefonem komórkowym kierowcy zadzwonilismy po policję, tymsamym oddalając się od miejsca zdarzenia, dla własnego bezpieczeństwa. Gdy zobaczyłem nadjeżdżające radiowozy, poże-gnałem się i podziękowałem kierowcy, zatrzymałem radiowozy i razem z policjantami powróciłem na miejsce zdarzenia.Policja znalazła na łące zwłoki ofiary. Niestety morderca zdąrzył się ulotnić..."  Inspektor Makowski po dwóchwolnych łykach kawy ze spokojem rzekł: -Nie ulotnił się jednak daleko, ponieważ mam wrażenie że morderca i panWołecki to jedna i ta sama osoba...   ===> Dlaczego tak sądzi ???


Odpowiedź :
Mając wyładowany akumulator, pan Wołecki nie mógł zapalić świateł, a więc jego zeznanie było kłamliwe.

Nocny krzyk

-Siedziałem w fotelu z gazetą - opowiadał inspektorowi Makowskiemu pan Rakowski - gdy wtem usłyszałem krzyk.

-Był to krzyk mojej sąsiadki, bogatej staruszki. Od razu wybiegłem na korytarz, ale już tylko mignęła mi sylwetkamężczyzny zbiegającego po schodach. Wpadłem do mieszkania staruszki. Nie żyła już, została uduszona. Szuflada komody była wysunięta więc zapewne morderca stamtąd wyciągnął pieniądze. -Czy to nie dziwne że staruszka otworzyładrzwi komuś obcemu o tak późnej porze? - spytał inspektor. -Staruszka zamykała drzwi na 2 zasuwy, łańcuch oraz2 zamki na klucz i z pewnością nikogo obcego nie wpuściłaby - mówił pan Rakowski - ale morderca wszedł przez okno,o tędy - tu pan Rakowski pokazał inspektorowi uchylone okno pokoju staruszki, a pod oknem rozłożyste drzewo.-Jeszcze przedtem, siedząc w swoim pokoju koło okna, widziałem w ogródku jakiś cień, ale wtedy nie zwróciłem na towiększej uwagi... - powidział pan Rakowski. -Przypuszczam że pan kłamie i że to pan zamordował staruszkę - odrzekłinspektor Makowski. => DLACZEGO TAK TWIERDZI???


Odpowiedź :
Dlaczego morderca miałby uciekać schodami, skoro miał bezpieczny odwrót przez okno? Po drugie - jeśli pan Rakowski wybiegł natychmiast po rozlegnięciu się krzyku, to morderca nie miał czasu otworzyć dwóch zasuw, łańcucha, dwóch zamków i już znikać na schodach. Natomiast prawdopodobne jest że staruszka wpuściła do siebie pana Rakowskiego, bo dobrze go znała.

Okno

Moje nazwisko Steczkowski. Dzwonie z gabinetu pana Smitha w jego willi...

-Willa jest położona na ulicy Pasterskiej 2 - mówił głos w telefonie. Zastałem pana Smitha niezywego, w fotelu zabiurkiem. W tyle głowy ma ranę od strzału. -Prosze niczego nie ruszać i czekać na nas na miejscu - odpowiedział inspektor Makowski, odłożył słuchawkę i wezwał sierżanta Janickiego. W 10 minut później obaj policjanci, walczącz porywistym wiatrem który wiał od świtu tego dnia, przeszli ogród otaczający wille Smitha i weszli do środka.W holu, inspektor skierował się do pierwszych drzwi na prawo. Gdy je otworzył, silny przeciąg zmiótł papiery zbiurka stojącego pod oknem na doskonale utrzymany, wypastowany parkiet. W fotelu za biurkiem spoczywały zwłokiSmitha. -Pan Steczkowski? - spytał inspektor mężczyzne którego wraz z sierżantem zastali w pokoju. -Tak. To jadzwoniłem - potwierdził mężczyzna dodając - tak jak pan mi przykazał niczego tu nie dotknąłem i nie wychodziłemz pokoju. Przypuszczam że ktoś strzelił do Smitha przez otwarte okno... Steczkowski podprowadził policjantów dookna. Rzeczywiście na klombie znajdującym się pod oknem było widać ślady męskich butów. Po chwili przemyśleniainspektor rzekł: -Istotnie, wyglada na to że Smith został zastrzelony przez okno, ale podejrzewam ze to pan gozabił... => Skąd wzieło się podejrzenie inspektora???


Odpowiedź :
Gdyby Steczkowski wszedł do pokoju przez drzwi, tak jak policjanci, przeciąg już wtedy zwiałby z biurka papiery. Ponieważ zwiał je dopiero z chwilą wejścia inspektora, ten ostatni domyślił się, ze Steczkowski wszedł do gabinetu przez okno, po zastrzeleniu Smitha.
1 2 3 >>
Strona Główna

Valid XHTML 1.0 Strict Poprawny CSS!

©WanJar reklama | pomoc | kontakt