Dzisiaj jest : 23-03-2017
Imieniny obchodzą : Feliks, Pelagia, Zbysław, Eberhard, Konrad, Zbyszko, Piotr, Pelagiusz, Katarzyna, Oktawian
Wschód Słońca : Zachód Słońca :
Wschód Księżyca : Zachód Księżyca :
Domowa Apteczka
Apteczka samochodowa
Leki muszą mieć aktualną datę ważności, a w każdej apteczce powinny się znaleźć specyfiki używane stale przez domowników

wiecej
Tak, chcę otrzymywać informacje o nowościach w serwisie
porady-domowe.pl na swoją skrzynkę pocztową

Otwarta kasa

BOGATY przemysłowiec Gren tymi słowami streszczał Inspektorowi przebieg wydarzeń: - Rano, kiedy tylko przybyłem do biura, okazało się, że zapomniałem zabrać ważne dokumenty z kasy ogniotrwałej, którą pan widzi tutaj w gabinecie. Posłałem po nie zaraz mojego sekretarza. Po 20 minutach zatelefonowal, że zastal drzwj kasy otwarte...

BOGATY przemysłowiec Gren tymi słowami streszczał Inspektorowi przebieg wydarzeń: - Rano, kiedy tylko przybyłem do biura, okazało się, że zapomniałem zabrać ważne dokumenty z kasy ogniotrwałej, którą pan widzi tutaj w gabinecie. Posłałem po nie zaraz mojego sekretarza. Po 20 minutach zatelefonowal, że zastal drzwi kasy otwarte a jej zawartość rozrzuconą po podłodze. Natychmiast tu pośpieszyłem, stwierdziłem, że żadnego dokumentu nie brakuje, natomiast znikła cała gotówka. którą w kasie trzymałem. - Kto, procz sekretarza, zna kombinację kasy? - spytal inspektor. - M6j siostrzeniec Hektor, który ze mną mieszka, oraz gosposia. która w razie potrzeby czerpie z kasy pieniądze na wydatki domowe. Do obojga mam pełne zaufanie. Inspektor zbadał uważnie kasę, drzwi gabinetu, telefon oraz biurko, szukając odcisków palców. Wszystko jednak było starannie wytarte. Następnie inspektor zwolał trzy podejrzane osoby i wezwał sekretarza do opowiedzenia, jak to było. - Byłem tak zaskoczony, zastawszy otwartą kasę, te nie szukalem dokumentów, tylko od razu zadzwoniłem do pana Grena - powiedzial sekretarz - Potem zawołałem gosposię i pana Hektora. - Byłam w tym czasie zajęta w kuchni, nie wiedziałam nawet że pan sekretarz jest w mieszkaniu - oświadczyła gosposia. - Ja wiedziałem. bo otwierałem mu drzwi - powiedział Hektor. - Potem wróciłem do swojego pokoju i po chwtli usłyszałem wołanie. Mój wuj jest dla mnie bardzo hojny, nie przyszłoby mi do głowy go okradać. - Nikt ieszcze pana nie oskarża powiedział inspektor, po czym zwrócił się do gosposi. - Czy wchodziła pani do gabinetu przed przybyciem seretarza? - spytał Inspektor - Mówiłam jut, że nie wiem kiedy przybył - odrzekła. Faktycznie nie bylam tu od wczoraj wieczora. - Aha, no tak ¬ powiedział inspektor. Złodziej jest sprytny, ale trochę mniej sprytny ode mnie. Kto był złodziejem?


Odpowiedź :
Sekretarz. Nigdzie nie było odcisków palców, a przecież sekretarz dzwonił do pana Grena. Po telefonie starł wszystko w gabinecie włącznie ze słuchawką, nie zastanowiwszy się, że to zdradzi.

Pisarz

W okolicach miasta działał piroman, którego nie można było schwytać na gorącym uczynku.

Bezkarnie podpalał stodoły, lasy, stogi. Podejrzenia inspektora Makowskiego padły na niejakiego pana Klugsa,który podawał się za literata, aczkolwiek nigdy nikt nie widział żadnej jego książki w księgarni. Inspektorprzesłuchał Klugsa. Ten podał że zeszłej nocy, kiedy spalił się magazyn kolejowy, on sam siedział bez przerwyw domu, jak zwykle zresztą, bo miał zwyczaj pracować w nocy. Inspektor udał się wraz z sierżantem Janickimna oględziny pokoju Klugsa. Na pierwszy rzut oka nie było tam nic nadzwyczajnego. Pokój był duży ale skąpoumeblowany. Był w nim: łóżko,  nocny stolik,  2 krzesła,  dywan,  pod oknem biurko i fotel przed biurkiem,na ścianie 3 oleodruki, w centrum sufitu lampa na króciutkim łańcuchu. Biurko zainteresowało inspektora.Zrobił nawet spis leżących na nim przedmiotów.: 3 książki z dziedziny beletrystyki,  2 słowniki,  fajka,  zapałki,  popielniczka,  korytko na pióra i ołówki,  pióro wieczne leżące osobno na stole,  stosik czystegopapieru do pisania,  2 ołówki luzem leżące blisko fajki,  notes,  oraz na miejscu przed fotelem kilka zło-żonych zapisanych kartek, wierzchnia kartka zapisana do połowy. To wszystko. - Nie upatruje niczego podej-rzanego w tych przedmiotach - powiedział sierżant Janicki. - Podejrzane jest, że jednej ważnej rzeczy tutajbrakuje - odpowiedział inspektor.  ===>  Czego brakowało  ???


Odpowiedź :
Brakowało lampki do pisania, na biurku. W dużym pokoju o jednej sufitowej lampie tak umieszczonej, że osoba na fotelu rzucała cień na papier leżący przed nią na biurku nikt nie mógł całą noc pracować. Klugs przygotowując inscenizację zapomniał o tym szczególe.

Pożar

Dzwoni telefon. Inspektor Makowski podnosi słuchawke i słyszy: -W moim sklepie wybuchł pożar...

... Ulica Kościuszki 41... Jestem w tylnym pokoju i nie mogę się wydostać... Pełno dymu... Duszę się... Szybko!Przyjeżdza... - tu głos w słuchawce urywa się. Inspektor odłożył słuchawke. -Jade tam. Niech ktoś zadzwoni postraż pożarną. - wydał polecenie i wraz z sierżantem Janickim opuścili biuro. Gdy przybyli na miejsce, usłyszelisyrenę straży pożarnej, ale w pewnym jeszcze oddaleniu. Nie czekając, przedarli się przez sklep pełen dymu i weszli do tylnego pomieszczenia. Pożar jeszcze tam nie doszedł, dym był mniej gęsty. Właściciel sklepu siedziałw fotelu, spoczywając bezwładnie górną połową ciała na biurku. -Oddycha, na szczęście stracił tylko przytomność -stwierdził sierżant Janicki, po czym podniósł słuchawkę z widełek zabytkowego telefonu stojącego na biurku i wykręcił numer pogotowia ratunkowego. W tym momencie, usłyszeli z inspektorem zajeżdżającą przed sklep strażpozarną. Inspektor Makowski postanowił podzielić się swoimi podejrzeniami z sierżantem Janickim: -Założe się, żesklep był wysoko ubezpieczony i przypuszczam że właściciel sam go podpalił, by dostać odszkodowanie!SKĄD TO WYWNIOSKOWAŁ???   


Odpowiedź :
Gdyby sklepikarz rzeczywiście stracił przytomność w trakcie telefonowania do inspektora, nie mógłby odłożyc słuchawki na widełki swojego zabytkowego telefonu.

Pseudo napad

Urzędnik przedsiębiorstwa "Syrena" złożył inspektorowi Makowskiemu swoje oświadczenie.

- Zamek od kasy w biurze zepsuł się. Postanowiłem więc przechować pieniądze przez noc u siebie w domu. Spakowałem je do teczki. Musiałem przejść przez park. Była godzina 22.00. Szedłem aleją parku, o tej porze wyludnioną. Wzdłuż alei ciągnąsię gęste krzaki. Nagle poczułem silne uderzenie w głowe, a potem zapach chloroformu. Straciłem przytomność. Ocknołem sięo 6 rano. Przez 10 godzin leżałem pod krzakami, a teczka oczywiście znikła. Natychmiast udałem się na policję.  Może paninspektor zechce obejrzeć miejsce napadu...  Inspektor Makowski udał się wraz z urzędnikiem do parku. Urzędnik wskazał mumiejsce, gdzie został napadnięty. - Prosze, oto tampon którym mnie uśpiono - rzekł urzędnik, podnosząc spod krzaka zwitekwaty. Inspektor przytknoł tampon do nosa i stwierdził, iż istotnie wydziela się z niego woń chloroformu.  - Nie wierze w pana bajke - oświadczył urzędnikowi.  ==> Dlaczego nie uwierzył ???


Odpowiedź :
Według zeznania urzędnika, od chwili napadu minęło ponad 10 godzin. Po takim czasie tampon nie mógłby już zawierać sladów chloroformu, gdyż substancja ta ulatnia się bardzo szybko.

Rozbój czy oszusto

Z pokoju kasjera przedsiębiorstwa "Almer" dwaj bandyci wynieśli ponad 1 mln złotych...

Napad odbył się w jasny dzień. Ułatwieniem był fakt, iż przedsiębiorstwo mieściło się przy placyku na którywjazd był wzbroniony, gdyż poprawiano tam bruk i cały placyk był rozkopany, skutkiem czego był izolowany odruchu miejskiego. Tego dnia od rana padał deszcz. W pomieszczeniu, w chwili wtargnięcia bandytów, byli kasjeroraz buchalter. - Właśnie otworzyłem kasę ogniotrwałą - opowiadał kasjer inspektorowi Makowskiemu, któryprzybył rtam zaraz po fakcie ze swoimi ludźmi - i zabierałem się do przygotowywania kopert z wypłatą dla pra-cowników, gdy dwóch bandytów w jasnych płaszczach deszczowych (padał ulewny deszcz) weszło z rewolweramiw rękach i zmusiło nas do położenia się na podłodze. Podeszli do kasy, która jak wspominałem była już otwarta,zabrali całą jej zawartość i ulotnili się. Wówczas wszczęliśmy alarm i pobiegliśmy do bramy, ale zobaczyliśmybandytów już w oddali, jak wsiadali do samochodu, który czekał na ulicy u wejścia na placyk. Buchalter po-twierdził słowa kasjera, dodając kilka szczegółów, ale inspektor nie był przekonany. Popalając papierosaprzez pewien czas przyglądał się pomieszczeniu, otwartej pustej kasie i czyściutkiemu beżowemu dywanowi,na którym owa kasa stała. - Myśle że ten cały napad wymyśliliście - powiedział. - Jesteście aresztowani...===>    Dlaczego inspektor tak twierdził ??? 


Odpowiedź :
Gdyby bandyci przeszli pieszo w czasie ulewy rozkopany placyk, w pokoju kasjera, podchodząc do kasy zostawili by błotniste ślady na czystym beżowym dywanie.

Skok na knajpe

Człowiek w brązowym kombinezonie ze zdumieniem patrzył na inspektora Makowskiego.

- Nigdy nie słyszałem o restauracji pod Dębami. Moja noga nigdy tam nie postanęła, nie popełniłem żadnego rabunku a przedewszystkim do nikogo nie strzelałem - tłumaczył się mężczyzna w brązowym kombinezonie. Na co inspektor odrzekł: - Mężczyznaw brązowym kombinezonie, którego rysopis zgadza się z pańskim, zranił restauratora i opróżił kasę. Nic pan o tym nie wie? - A dlaczego miałbym wiedzieć? Po tym mieście chodzi chyba z tysiąc mężczyzn wyskokiego wzrostu w brązowych kombinezonach.Nie jestem jedyną osobą która ma taką odzież - odpierał mężczyzna. - Ale tylko jeden z nich biegł ulicą Rynkową, opodalrestauracji w kilka minut po napadzie - powiedział inspektor. - Naturalnie że biegłem. Chwilę przedtem stałem na rogu rozmy-ślając czy pójść do kina, gdy nagle zobaczyłem że podbiega do mnie jakiś furiat w białym fartuchu i w tak samo białej czapce kucharskiej na głowie i zaczyna mi wymachiwać wielkim szpiczastym nożem. Zachowywał się jak debil. Krzyczał: "Strzeliłeś do szefa, strzeliłeś do szefa!" Oczywiście musiałem rzucić się do ucieczki i tak też zrobiłem. - Będąc niewinnym uciekał pan? - No pewnie! On miał nóż!  - A potem co pan zrobił?  - Policjant zobaczył mnie biegnącego i zatrzymał. Wiedział o napadzie i również mnie posądzał. Widząc że dyskusja z nim nie ma sensu, bez oporu w jego towarzystwie wróciłem do restauracji pod Dębami, sądząc że tam sprawa się wyjaśni. Paru klientów powiedziało że to ja mogłem być tym napastnikiem, ale nie byli pewni.- A ja jestem całkowicie pewny że to pan strzelał i rabował - powiedział inspektor.   ==> Skąd ta pewność u inspektora ???


Odpowiedź :
Człowiek w kombinezonie twierdził że nigdy nie słyszał o restauracji "pod Dębami" i nigdy w niej nie był, a tymczasem w swoim opowiadaniu wyraził się że tam "wrócił" z policjantem. To drobne słówko przekonało inspektora że zatrzymana kłamał.

Skrawek

Zdaniem sierżanta Janickiego mordercą pana Kliczkova musiał być ktoś z gości rezydujących w willi pana Geralda... 

Istniała tez możliwość że zrobił to sam Gerald... - Kawałek materiału nasiąkniętego wodą znaleziony w dłoniKliczkova, stanowi poszlakę - mówił sierżant Janicki. Kliczkov broniąc się wyrwał go z kostiumu kąpielowegonapastnika, który dopiero co wyszedł z kąpieli w morzu. Innymi słowy Gerald, bądź ktoś z jego gości, powyjściu z kąpieli, wrócił do willi, wszedł do pokoju zajmowanego przez Kliczkova i zabił go, niechcącypozostawiając za sobą jako wizytówkę kawałek swojego mokrego jeszcze kostiumu. - Powiedzmy - odparł inspe-ktor Makowski. - Ale wolałbym być wezwany wcześniej niż w kilka dobrych godzin po fakcie...- Nie można było szefie - odrzekł sierżant. - Zaraz jak służąca znalazła ciało, Gerald zadzwonił na policje.Podczas całego popołudnia okna i drzwi pokoju były zamknięte  i wszyscy myśleli że Kliczkov, zmęczony upałem,uciął sobie dłuższą drzemkę w pokoju. Dopiero po kolacji zaniepokojono się jego nieobecnością. Proponujeustalić do kogo należy kostium kąpielowy, którego strzęp znalazł się w ręku Kliczkova i wszystko się wyjaśni.- Nie jest to takie proste - oświadczył inspektor. - Morderca chciał naprowadzić policję na fałszywy trop.W rekonstrukcji zdarzeń jaką przedstawiłeś sierżancie, jedna rzecz się nie zgadza...  ===>  Co to takiego ???


Odpowiedź :
Policja zbadała zwłoki Kliczkova, w kilka godzin po jego śmierci, jak więc się stało że w upalny dzień, w ciągu tych kilku godzin, kawałek materiału nie wysechł?

Stolarnia

Dramat miał miejsce w warsztacie stolarskim...

Gdy inspektor Makowski przybył na miejsce, zastał zwłoki majstra leżące na środku pomieszczenia. U proguzebrała się grupka sąsiadów stolarza. Oznajmiono inspektorowi, że majster zginął w wyniku bójki ze swymczeladnikiem. Udzielono mu też szeregu informacji o zmarłym, który miał swą pracownie w tym domu już odwielu lat. Majster zginął od uderzenia nożem, który prawdopodobnie przebił wątrobe. Czeladnik stwierdził,że zwłoki leżą tak, jak upadł majster po otrzymanym ciosie: on już potem ciała nie ruszał. Spoczywało nawznak z prawą ręką odrzuconą nad głowę, dłoń była półotwarta a w jej zakrwawionym wnętrzu leżał jeszczetrzonek ciężkiego młotka. - Działałem w obronie własnej - mówił czeladnik. - Majster często upijał się iawanturował. Dziś rzucił się na mnie z młotkiem i chciał mi strzaskać głowę. Chwyciłem za nóż, żeby siębronić... Oczywiście nie chciałem go zabić. Ubolewam nad tym że nóż przypadkiem trafił go tak nieszczę-śliwie. - Ciekawe, że szuflada w której majster trzymał pieniądze jest wyłamana i pusta... - powiedziałinspektor. - A jeszcze inna rzecz wskazuje na to, że nie działał pan w obronie własnej...====>  Jaka to rzecz ???


Odpowiedź :
Dłoń była zakrwawiona, co wskazywało na to że majster chwycił się nią za zraniony bok, czego nie mógłby zrobić mając w ręku młotek, czyli że młotek został mu włożony do ręki już po fakcie.

Strzały w kamienicy

Zbliżała się jedenasta wieczór. Inspektor Torwan szedł ulicą. Nagle, gdzieś w kamienicy którą właśnie mijał, odezwały sie dwa strzały.

Kilka okien przedtem juz wygaszonych, zaświeciło się. Inspektor wszedł do bramy, gdzie natknął się na przestraszoną dozorczynię. - Zdaje się, że to u pana Kowara, an trzecim piętrze - powiedziała. Inspektor pobiegł schodami, mijając pouchylane drzwi, z których wyglądali lokatorzy w piżamach. Zanim zdążył zadzwonić do drzwi Kowara, otworzyły się one i przed inspektorem stanął wysoki mężczyzna. - Kowar nie żyje - powiedział. - Zastrzeliłem go w obronie własnego życia. Nazywam się Tretner. Inspektor stwierdził, że Kowar zginął od kuli w czoło. Tretner zeznał: - Mieliśmy ze sobą interesy i dzisiaj wypadał termin kwartalnego rozliczenia. W tym celu tu przyszedłem. Kowar był podenerwowany. Zaczął sie awanturować o rozdział zysku, w pewnym momencie wyjął pistolet i strzelił do mnie, ale trafił tylko w kapelusz i kula poszła w otwarte okno - to rzekłszy pokazał swój kapelusz z jednym okrągłym otworkiem. - Celował do mnie po raz drugi, więc musiałem sie bronić. Wyjąłem swój pistolet i strzeliłem, to wszystko. Inspektor stwierdził, że nieboszczyk trzyma w ręku pistolet, z którego wystrzelono jedną kulę. Skontatowawszy to , powiedział do Tretnera: - To nieprawda, że strelał pan we własnej obronie, odwrotnie, działał pan z premedytacją, przychodząc tu z dwoma pistoletami, z których jeden, po fakcie, włożył pan do ręki zabitemu. Skąd to wywnioskował?


Odpowiedź :
Kowar nie mógł przestrzelić kapelusza Tretnera w taki sposób, żeby powstała w nim tylko jedna dziura. Prawdopodone jest, że Tretner strzelił do Kowara przez kapelusz, który trzymał na ręce dla ukrycia broni. Potem z drugiego pistoletu strzelił w otwarte okno i włożył ten pistolet w rękę nieboszczykowi.

Szmaragdy

Zaalarmowany telefonem inspektor Makowski, przybył do eleganckiego mieszkania pana Jakuba Salomona.

 Podczas gdy czekał na gospodarza w salonie, oglądał wspaniałe urządzenie pokoju, gablotki z kryształami, stolikizastawione drogimi bibelotami, antyczną komodę mahoniową i wiszące nad nią imponujące lustro weneckie, sięgającesufitu. Również obrazy wiszące na ścianach w bogatych złoconych ramach. Tymczasem nadszedł pan Salomon...- Tak jak powiedziałem panu przez telefon, zrabowano mi kolekcję szmaragdów - rzekł. - Widzi pan? Tu je trzymałem.Salomon wskazał inspektorowi otwartą skrytkę w murze. Obrazek, który ją poprzednio zasłaniał, stał na podłodzeoparty o ścianę. - Szmaragdy były wprawdzie ubezpieczone, ale stanowiły dla mnie szczególną wartość, jako dlakolekcjonera - ciągnął dalej Salomon. - Jak to się stało? - spytał inspektor. - Stałem właśnie przed komodą i brałem papierosa z tej oto stojacej na niej szkatułki, gdy poczułem czyjąś dłoń zaciskającą mi się na szyi i rów-nocześnie bandyta wykręcił mi prawą rękę za plecy, tak że byłem zdany na jego łaske. Spytał gdzie są szmaragdy isilniej pocinął mi szyję, tak że zacząłem się dusić... Ustąpiłem. Powiedziałem mu, że sa w skrytce i o tym żeklucz mam w kieszni marynarki. Wtedy poczułem silne uderzenie w skroń i straciłem przytomność. Gdy się ocknąłemskrytka była pusta... Prosze spojrzeć, mam tu na głowie ślad uderzenia. - Czy mógłby pan opisać bandytę? - spytałinspektor. - Nie. Trzymał się cały czas za moimi plecami. Nie mogłem zobaczyć jego twarzy. - Wątpie czy wogóleten bandyta istniał na prawdeę - powiedział inspektor. - Powiem nawet więcej. Posądzam, że sfingował pan napadaby móc ukryć szmaragdy i podjąć ubezpieczenie.   ===>  Na jakiej podstawie inspektor posądzał pana Salomona ???


Odpowiedź :
Jęśli pan Salomon, jak zeznał, był zwrócony twarzą do komody, zobaczyłby napastnika w weneckim lustrze tam wiszącym.
<< 1 2 3 >>
Strona Główna

Valid XHTML 1.0 Strict Poprawny CSS!

©WanJar reklama | pomoc | kontakt