Dzisiaj jest : 23-05-2017
Imieniny obchodzą : Leontyna, Dezydery, Iwona, Symeon, Michał, Emilia, Dezyderiusz, Budziwoj, Eufrozyna, Jan
Wschód Słońca : 03:31Zachód Słońca : 19:35
Wschód Księżyca : 10:15Zachód Księżyca : 00:39
Domowa Apteczka
Apteczka domowa
Pomimo, że apteki są prawie na każdym kroku, a większość z nich jest świetnie zaopatrzona, pacjenci wiedzą, że w domu, s

wiecej
Tak, chcę otrzymywać informacje o nowościach w serwisie
porady-domowe.pl na swoją skrzynkę pocztową

Sztylet

Ostrze sztyletu było długie i zakończone szpicem wyostrzonym jak igła.

Inspektor Makowski, obejrzawszy broń której dotykał z nawyższą ostroznością, zwrócił się do pana Hofera w te słowa:-Zrekapitulujmy. Był pan w swoim gabinecie, gdy otworzyły się drzwi i wszedł nieznany panu mężczyzna. Bez słowa wyjął ten sztylet, na którym zresztą figurują jego odciski palców i rzucił nim w pana, chybiając o włos. Wówczaspan zerwał się na równe nogi i chwycił pan kryształową popielniczkę stojącą na biurku, dla obrony...- Tak było - potwierdził Hofer. -Sztylet otarł sie niemal o mnie i trafił w marmurową okładzinę kominka. Widaćwyraźnie dziurke wybitą przez szpic sztyletu i wokół tego punktu odłupanie marmuru. Napastnik podbiegł do kominkai schylił sie po sztylet leżący na podłodze chcąc najwyraźniej ponowić atak. Musiałem się bronić. Szybko chwyciłempopielniczkę i uderzyłem go w feworze walki tak mocno że go zabiłem, ale to w obronie własnej. Zaraz po tym, kiedyzdałem sobie sprawa co zaszło, pobiegłem zadzwnić po policję.  -Twierdzi pan stanowczo, ze nigdy wcześniej nie wdziałpan tego człowieka? - spytał inspektor.  -Stanowczo!!! I zupełnie nie domyślam się przyczyny napadu. Na co inspektorodparł: -Trudno mi przyjąć pana zeznanie za wiarygodne. Według mnie miał pan powód do zabicia tego człowiekai zrobiłpan to z rozmysłem, a nie w obronie koniecznej. => NA JAKIEJ PODSTAWIE ???


Odpowiedź :
Hofer twierdził że sztylet uderzył szpicem w marmur i nadłupał gi, ale gdyby tak było to szpic sztyletu byłby stępiony, a tymczasem był ostry jak igła.

Śmierć finansisty

Inspektor Torwan został zaalarmowany wiadomościa, że w lasku znaleziono zwłoki finansisty Marlona.

Gdy inspektor, w towarzystwie sierżanta Benka i lekarza, przybył na miejsce, zastał policjanta, który znalazł zwłoki. Policjant oświadczył, że ciała nie ruszał a rozpoznał je pierwszy rzut oka, gdyż pan Marlon był znany w mieście. Lekarz nie dotykając na razie zwłok, powiedział, że śmierć nastapiła co najmniej przed tygodniem, ale że dokładniej będzie mógł to stwierdzić dopiero po sekcji. W skroni nieboszczyka był otwór od kuli. Obok zwłok leżał pistolet. - Czy Marlon nie miał ostatnio dużych strat finansowych? Coś o tym słyszłem - powiedził sierżant Benk. Inspektor przyklęknął i nachylił sie nad lewą ręką trupa. Potem wyprostował się i powiedział: - Marlon nie popełnił samobójstwa. Jego zegarek świadczy o ty, że został zamordowany. Jaka to mogła być poszlaka?


Odpowiedź :
Był to automatyczny zegarek (nie nakręcany) i w tym momencie chodził. To znaczy, że ktoś zabił Marlona (przed kilku dniami) zupełnie w innym miejscu i ostatnio przeniósł złokido lasu, by je tam ukryć.

Śmierć pod 12-tką

Lokator mieszkania nr 12, na trzecim piętrze domu przy ulicy Ujazdowskiej, został zabity dwoma strzałami z pistoletu.

Gdy inspektor Makowski przybył na miejsce zastał sierżanta Janickiego, który przedstawił mudotychczasowe rezultaty śledztwa. Streszczały sie one w zdaniu "poszlak brak". Inspektor rozpocząłprzesłuchiwanie mieszkańców domu. Bezpośredni sąsiad denata spod numeru 11-tego, oświadczył: -Niewielemogę powiedzieć. O tej porze ja i żona byliśmy w łóżkach w naszej sypialni. -Czy to znaczy że międzygodziną 23.00 a 23.30 oboje państwo spali? - spytał inspektor. -Tak w istocie. Trzeba panu wiedziećże moja żona ma bardzo lekki sen i nie pozwala bym kładł się później niż ona, gdyż obawia się onaże obudzę ją i wybiję ze snu. Musiałem zrezygnować z wieczornych partyjek w pokera z przyjaciółmi.-Rozumiem. Mamy zresztą podejrzanego, przeciw któremu wiele przemawia... - powiedział inspektor.-Ma pan zapewne na myśli Jeremiego Wałeckiego. Czy znaleziono na pistolecie jego odciski palców? - spytał sasiad. -Nie ale między innymi Wałecki nie posiada alibi na krytyczną porę, no i pistoletz którego zginął denat jest własnością Wałeckiego. - odrzekł inspektor. -W takim razie nie mawątpliwości że to Wałecki zabił! - wykrzyknął sąsiad. -Myślałem tak jeszcze pare minut temu, ale teraznie jestem pewien czy to właśnie Wałecki oddał owe dwa strzały. Czy domyśla się pan dlaczego w tozwątpiłem? - odrzekł inspektor. Co wzbudziło wątpliwości inspektora???


Odpowiedź :
Dziwne wydało się inspektorowi to że żona sąsiada, mając tak bardzo lekki sen, nie obudziła się skutkiem dwóch strzałów oddanych w sąsiednim mieszkaniu.

Trup tancerki

W lasku opodal jeziora leżał trup dziewczyny. Została uduszona.

Ślady palców na szyi ofiary wskazywały, że morderca zaszedł ja od tyłu, gdy się tego nie spodziewała. Prawdopodobnie wcale się nie broniła. Inspektor Torwan zdjął nieboszczce ciemne okulary, oraz chusteczkę ciasno zawiązano na głowie. Stwierdził, że dziewczyna była młoda i bardzo ładna, o jasno blond włosach. W jej torebce inspektor znalazł papierosy, srebrną zapalniczkę, chusteczkę z inicjałami N.L., oraz prawo jazdy na nazwisko Niny Lang. Wkrótce inspektor dowiedział się, że Nina była tancerką w nocnym lokalu. Powodzenie swe bardziej zawdzięczła twarzyczce i pięknym kształtom ciała, niż talentom baletowym. Jeszcze tego samego dnia, w którym zginęła, wieczorna prasa przyniosła wiadomość o tym i zdjęcia Niny w stroju, w jakim występowała na parkiecie. Dochodzenie wykazało, że w krytycznej porze widziano na jeziorze w łódeczce, niejakiego Jima P., studenta. Wezwany na policje Jim oświadczył: - Jak tylko zobaczyłem fotografię w gazecie wiedziałem,że będę zamieszany w tę historię. Wiem, że widziano mnie na jeziorze. Ja z kolei widziałem z łódki tę dziewczynę, którą potem rozpoznałem na zdjęciu. Była w szarych spodniach i w różowej chusteczce. Spacerowała wzdłuż brzegu, w okolicach mola, w towarzystwie osobnika w średnim wieku, chudego i wysokiego, w brązowej marynarce. Oboje żywo gestykulowali, jak gdyby sie kłócili. Wkrótce zniknęli w lasku,a ja odpłynąłem na środek jeziora. - Pan kłamie - powiedział inspektor. - I tym samym jest pan podejrzany. Co się nie zgadzało?


Odpowiedź :
Jim nie mógł poznać na fotografii przedstawiającej Ninę w kostiumie do tańca, dziwczyny którą widział (z odległości) w ciemnych okularach, spodniach z zawiąznymi włosami. Musiał znać Nine wcześniej.

Wizyta u pasera

Późnym wieczorem inspektor Makowski otrzymał informacje, iż znany policji paser ps. Giuseppe konferuje w swoim mieszkaniu z głównym swoim dostawcą i że ubijają grubszy interes...

Posłyszawszy to inspektor udał sie pod adres Giuseppe. Dlugo musiał dzwonić zanim zobaczył w uchylonych drzwiach chytrątwarz gospodarza domu. Ten ostatni usprawiedliwił się iż właśnie rozbierał się do snu i nie mógł znaleźć szlafroka. Dlaudokumentowania tego, rozchylił poły szlafroka, pod którym ukazały się spodnie piżamy. Giuseppe miał na sobie jeszczekoszulę i kamizelkę. - Nie spodziewałem się wizyty - tłumaczył się Giuseppe, prowadząc inspektora do studia połączonegoz sypialnią. W studiu nie było nikogo i panował tam lekki nieład. Giuseppe chwycił leżące na oparciu fotela spodnie z przypiętymi do nich okazałymi szelkami i cisnął je w kąt. - Prosze wybaczyć ten bałagan - mówił przy tym. - Dopiero cowróciłem i zdąrzyłem zdjąc te oto spodnie, kiedy pan inspektor zadzwonił. Kładłem się już do łóżka. - A ja słyszałem,że miał pan gościa - rzekł inspektor. - Nic podobnego, spędziłem cały wieczór w kinie - ripostował Giuseppe. - Powtarzam,dopiero co wróciłem i kładłem się do łóżka. - Niestety, nie wierze panu - odrzekł inspektor. ==> Dlaczego nie uwierzył ???


Odpowiedź :
Gdyby Giuseppe rozbierał się, w jaki sposób mógł zdjąć spodnie z przypiętymi do nich szelkami, przed zdjęciem kamizelki?

Włamanie czy oszustwo ???

Stróż nocny budynku zadzwonił na komisariat i powiadomił o rabunku.

Do rabunku doszło w mieszkaniu pana Brzęckiego w chwili jego chwilowej nieobecności. Stróż  podał że odkrył fakt podczas jedne-go ze swoich obchodów o godzinie 2.10 w kilka minut po tym jak skończyła sie przerwa w dopływie prądu elektrycznego, któratrwała godzine. - Pan Brzęcki wyszedł o 20-tej i mówił mi że bardzo późno wróci. Dotychczas jeszcze nie wrócił - opowiadałstróż. - Mam nadzieje że niczego tu nie ruszaliście - powiedział inspektor Makowski. Stróż kiwnoł głową na znak że tak było.Po tej rozmowie inspektor udał się do feralnego lokalu. Był on splądrowany. Inspektor uważnie sie po nim rozejrzał. Od razumożna było się domyślić co zostało zrabowane. Puste ramy po wyciętych płótnach wskazywały na to że została skradziona kolekcjadzieł nowoczesnego malarstwa. Pan Brzęcki znany był inspektorowi z nazwiska jako zbieracz tego rodzaju obrazów. W pewnym mo-mencie inspektor spojrzał na zegarek i zdziwił się że jest już tak późno. Czyżby zegarek się spieszył? Inspektor rzucił okiemna elektroniczny zegarek podłączony do prądu przy łóżku Brzęckiego i przekonał się że pokazuje on tę samą godzine. Inspektorzapalił papierosa i zasiadł, aby oczekiwać gospodarza domu. Brzęcki przybył o 4-tej. Poinformowany o rabunku, po szybkim przeglądzie pustych ram stwierdził, że zostały skradzione najcenniejsze płótna. - Co za szczęście że były ubezpieczone, ochco za szczęście - powiedział. Na co inspektor odrzekł: - Posądzam, że rabunek został zainscenizowany właśnie w celu podjęciaubezpieczenia. Świadczy o tym pewien szczegół...   =======>>   Jaki to szczegół ???


Odpowiedź :
Elektroniczny budzik podłaczony do prądu po godzinnej przerwie w jego dopływie z pewnością nie wskazywał by prawidłowej godziny. Wyzerował by się. Ktoś (a z pewnością nie rzekomy złodziej) ustawił na nowo prawidłową godzinę.

Zwłoki w aucie

Pan Nowak wyznaczył gestami, na asfalcie zmoczonym po nocnym deszczu, prostokąt w przybliżeniu 3 metry na 2.

-Tu zostawiłem samochód wczoraj wieczorem - powiedział do inspektora Makowskiego. -Zresztą panowie to wiedzą,bo stąd zabrała go przed chwilą policja. Miałem jechać w góry, duży dystans jak pan sie orientuje. Tymczasempóźnym wieczorem zaczęło padać. Nie chciałem ruszać w taką pogodę. Czekałem w domu aż się rozpogodzi. Gdy tonastąpiło nad ranem, zszedłem na ulice, otworzyłem samochód i zobaczyłem zwłoki na tylnym siedzeniu. Niczegonie ruszałem i natychmiast pobiegłem do telefonu i zadzwoniłem po policje. Nie minął kwadrans i oto są już panowie na miejscu. -Czy sądzi pan że ktoś uzywał pana samochodu podczas gdy pan był w domu? - spytał inspektor.-Niemożliwe - powiedział Nowak stanowczo. -Zawsze zdejmuję kopułkę rozdzielacza, żeby nikt niepowołany nie mógł ruszyć autem. Natomiast otworzenie drzwi nie przedstawia zbyt wielkich trudności. - Czyli że samochód posłużyłzabójcy tylko do ukrycia zwłok - powiedział asystent komisarza. Na co szybko pan Nowak dodał: -Być może nawetmorderstwo zostało dokonane w samochodzie. Inspektor Makowski spojrzał na pana Nowaka i rzekł: -Posądzam że pansam mógłby najlepiej to wiedzieć. Jedna rzecz nie zgadza się w tym wszystkim.    Co ma na myśli inspektor ???


Odpowiedź :
Jeśli samochód był zaparkowany zanim zaczeło padać, a wzięty juz po rozpogodzeniu się, asfalt w tym miejscu powinien być suchy, a nie zmoczony.

Żeglarska przygoda

<Bylam na pól żywa. A tu mnie oskarżają o przemyt! Kompletny absurd! - Gdzie znaleźliście tę panią razem z jej żaglówką? ¬ spytal inspektor jednego z policjantów. - Na przylądku, około cztery mile stąd na północ,

POSTERUNEK mieścił się w baraku stojącym nad brzegiem morza. Idąc tam plażą, inspektor musiał głęboko wetknąć kapelusz na głowę, gdyż od morza wiał silny północny wiatr, utrzymujący się już od kilkunastu godzin. W baraku, inspektor zastał owiniętą w koce młodą blondynkę o twarzy zsiniałej od zimna i rozczochranych wlosach. Z koców, w które ją owinięto, wystawały tylko delikatne białe przeguby rąk i dłonie, w których trzymała szklankę gorącej herbaty. - Spotkala mnie nieprzyjemna przygoda - opowiadała blondynka. - Wyjechałam stąd rano żaglówką na morze. Zaledwie oddaliłam się może o dwie mile od brzegu. dobila do mojej żagl6wki motor6wka, w której było dwóch nieznajomych mężczyzn. Przcskoczyli do żaglówki sterroryzowali mnie, wyjęli ze schowka w żaglówce pakunek, który musieli tam ukryć w nocy, gdy żaglówka była w porcie, następnie związali mi ręce liną, przenieśli pakunek na motorówkę i odjechali. Ja byłam zdana na łaskę żywiołów. Fala zniosla mnie w końcu do brzegu. Dopiero wtedy udalo mi się oswobodzić z liny. Bylam na pól żywa. A tu mnie oskarżają o przemyt! Kompletny absurd! - Gdzie znaleźliście tę panią razem z jej żaglówką? ¬ spytal inspektor jednego z policjantów. - Na przylądku, około cztery mile stąd na północ, pokażę panu - rzekł policjant i podprowadził inspektora do okna, skąd było widać plażę kąsaną falami i w dali wystający w morze zalesiony przylądek. Inspektor przez chwilę obserwowal ten widok. a potem zwrócił się do blondynki. - Sądzę, że faktycznie trudni się pani przemytem, posądzenie było sluszne - rzekł. Skąd to wywnioskował?


Odpowiedź :
Po pierwsze, przeguby rąk blondynki nie nosiły śladów skrępowania liną. Po drugie, skoro wiał wiatr północny, żaglówka nie mogła być zniesiona w kierunku na północ.
<< 1 2 3
Strona Główna

Valid XHTML 1.0 Strict Poprawny CSS!

©WanJar reklama | pomoc | kontakt